Outpost 2
string(15) ""
» Blog » Bet on Soldier: Blood Sport
02-06-2015 09:57

Bet on Soldier: Blood Sport

W działach: recenzje, gry komputerowe | Odsłony: 70

Bet on Soldier: Blood Sport

Doświadczenie uczy, że w cieniu wiodących światowych deweloperów, niewielkie studia rzadko mają do zaoferowania gry wybijające się ponad średnią, ale nawet w portfolio mało znaczących wytwórni można odnaleźć godne uwagi perełki. Iron Storm, pierwszy tytuł  francuskich programistów firmy Kylotonn Entertainment (wtedy znanego pod banderą 4X Studios), jak na first person shootera tamtych lat, posiadał ciekawe, niecodzienne tło, w którym  I Wojna Światowa nigdy się nie skończyła trwając aż do drugiej połowy XX wieku. Produkcję tą przytaczam nie bez powodu, gdyż omawiany w tej prezentacji Bet on Soldier przez graczy został ochrzczony nieoficjalnym sequelem wymienionej gry, jednocześnie wprowadzając kilka nowatorskich rozwiązań.

W wojenną atmosferę wprowadza nas krótka historia głównego bohatera poprzedzona zarysem fabularnym świata pogrążonego w konflikcie, którego początków nikt nie pamięta. Ziemia podzielona pomiędzy dwa walczące od ponad pół wieku obozy to jest Republikę Zachodnich Federacji i Zjednoczone Narody Azji, spoczywa w rękach wielkich korporacji kontrolujących działania militarne od produkcji broni po kolejne ruchy wojsk. Trzeba przyznać, że brzmi to banalnie żeby nie powiedzieć sztampowo. I tutaj niespodzianka. Okazuje się że pewna grupa osób za wszelką cenę nie chce dopuścić do zakończenia wojny tworząc zawarty w tytule gry program telewizyjny Bet on Soldier. Ludzie ciężkimi pieniędzmi obstawiają wygrane najemników pnących się po kolejnych szczeblach trzech lig. Gracz wcielając się w rolę jednego z czempionów, kierowanego przez osobistą zemstę, ma za zadanie wejść na szczyt morderczych rozgrywek przy okazji robiąc show ku uciesze oglądających widzów.

Bet on Soldier różni się od tradycyjnych first person shooterów przede wszystkim tym, że praktycznie w każdym aspekcie gry nasz portfel stoi na pierwszym miejscu. Przed przystąpieniem do jednej z 10 misji  uszczuplimy wirtualne fundusze kupując pancerze oraz broń i o ile te pierwsze ograniczają się do tylko 3 sztuk zbroi i jednej tarczy, to podręczny zestaw narzędzi destrukcji skompletujemy z pokaźnego arsenału. Autorzy dali graczom do dyspozycji pistolety, strzelby, karabiny snajperskie i szturmowe a także to co tygrysy lubią najbardziej czyli wyrzutnie rakiet czy miotacze ognia. Większość z wymienionego wyposażenia posiada kilka wariantów, gdzie im droższy oznacza w tym przypadku pojemniejszy magazynek i zwiększoną siłę ognia. Nie jesteśmy rzecz jasna niezniszczalni i każde trafienie oznacza uszkodzenie fragmentu pancerza. Naprawy możliwe są w rozmieszczonych po mapach terminalach gdzie uzupełnimy też amunicję i granaty.

Rozległe lokacje przemierzamy w towarzystwie zwykłych żołnierzy, którzy doskonale nadają się jako mięso armatnie tak pod względem wyposażenia jak i sztucznej inteligencji. Ponownie wydając kredyty przed kolejnym zleceniem, wybierzemy najemników gotowych walczyć po naszej stronie. Niby dzielą się oni na kilka klas ale z dostępnych szturmowców, snajperów i inżynierów ci ostatni będą najbardziej pomocni jeśli każemy im czekać w bezpiecznym miejscu od czasu do czasu powracając aby naprawić pancerz.  Inni z uporem maniaka w najmniej oczekiwanych momentach wchodzą przed sam celownik, lub w przypływie samobójczej myśli wybiegają w otwarte pole tuż obok obsadzonych bunkrów wroga. Niekiedy nachodzi ich chęć popisania się celnością rzutu granatem ale tego elementu postanowiłem już nie komentować. Należy więc z rozwagą dobrać kompanów lub zwyczajnie z nich rezygnując skonfigurować lepszy ekwipunek.

Ciągle wspominam o wydatkach a przecież żeby zapłacić najpierw trzeba zarobić. Gra dosadnie informuje nas, że walki na froncie to spektakl, a aktor który najlepiej odegra swą rolę otrzyma najwyższą nagrodę. Możemy pójść najprostszą drogą zwyczajnie eliminując wrogów, lecz kieszeń zapełnić najlepiej robiąc to w widowiskowy sposób wykorzystując granaty i elementy otoczenia.

Czas na wisienkę na torcie gry czyli pojedynki z innymi najemnikami. Wszystkie etapy podzielono na strefy, w których po pozbyciu się przeciwników pojawia się zawodnik. Tak jak wcześniej wspomniałem w B.O.S dostępne są trzy ligi, a podczas odprawy kolejnych misji rzucimy wyzwanie dowolnym uczestnikom z kilku proponowanych przez autorów. Im więcej gwiazdek tym silniejszy wróg ale też wyższa nagroda za zwycięstwo. Przegrana zwykle wiąże się z utratą obstawionych kredytów ale w niektórych przypadkach celem misji jest pokonanie konkretnego reprezentanta.

Ogólnie rzecz biorąc, całość gry to jest jej fabuła oraz gameplay mogą wyglądać bardzo zachęcająco jednak ma ona bardzo poważną wadę – jest do bólu liniowa. Teoretycznie pomiędzy zadaniami trafiamy na mapę świata gdzie decydujemy o kolejności rozgrywania etapów ale produkt aż prosi się aby dodać do niego szczyptę losowości. No bo co z tego że są ligi i hierarchia zawodników skoro i tak zmierzając ku końcowi historii musimy pokonywać te same lokacje a same zwycięstwa nie mają aż tak wielkiego wpływu na naszą postać. Tę sytuację ratuje autorski silnik graficzny Kylotonn Engine który w połączeniu z silnikiem AGEIA pozwolił na dynamiczne i pełne detali przedstawienie pól bitew. Jak na 2005 rok produkcji modele składały się z wystarczająco dużej liczby wielokątów aby wizualnie konkurować z innymi fpsami, ale osobiście odniosłem wrażenie, że zabrakło pyłu i błota na pancerzach oraz mundurach. Co ciekawe gra na całym świecie zdobyła pełen wachlarz ocen, jedne serwisy nazwały ją krapem inne natomiast stawiały wysoko obok wyjątkowo udanych produkcji.

Wideoprezentacja tytułu

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.